89pxgiambolognaevincenz.jpg hosted at ImageShack.us
Visit kwadryga’s (my) ImageShack profile
Quickpost this image to Myspace, Digg, Facebook, and others!
lewiatan
tak więc pochłonął mnie Wielki Lewiatan Życia. zbudziłam się tak późno. kołacę w rozpaczy o łuki żeber wraz z innymi rozbitkami. niektórzy nadal śnią sen życia. błąkanie, potykanie po omacku, nasze konwulsje bierzemy za życie. pobłyski światła poprzez fiszbiny paszczy – za słońce. towarzyszy mi rozpacz i poczucie przegranej. wszystko to marność i jarmarczny wybryk kuglarza.
——————————————————————————————-
śni się prom. bez zapowiedzi przyjeżdża do mego domu. rozkłada szczotki książki oraz pyta o doktorat. kręcę i wreszcie mówię, że nie. niezadowolony, pełen rezerwy, urażony. potem pojechałam do niego: przemiły, przeuroczy, miękki, ciepły, swojski. pokazuje swoje skarby: autografy, cenne wydania itp., pamiątki, misia z dzieciństwa. tulę misia. miś oldskulowy: mechaty, złachmaniony, płowy. podobny do mojego pierwszego michulca. ma suwak. zdejmuję futro, potem jakiś barchan i pokazuje się korpus pokryty skajem. herbata w ogrodzie – elizjum po prostu.
te ciepłe noce
Renaud Capuçon – skrzypce
Andrzej Bauer – wiolonczela
Paul Gulda – fortepian
Fryderyk Chopin: Introdukcja i Polonez C-dur op. 3 na fortepian i wiolonczelę
Robert Schumann: Fantasiestücke na skrzypce, wiolonczelę i fortepian op. 88
Chopin… jak sam pisał w liście do kogoś, skomponował poloneza, jako prezencik dla Czartoryskiego, u którego gościł dni kilka. By Czartoryszczanka miała czym się popisać i tatuś wiolonczelista w duecie mógł grać. Nie znał możliwości wiolonczeli, więc partia instrumentu bardzo ostrożna i niewirtuozerska. No nudy no.
Ale Schuman – panie – Schuman. Solidna, urodziwa, smaczna porcja kameralistyki. Nadto – można powiedzieć – wydarzenie organoleptyczne. I nie mam tu na myśli bodźców węchowych wionących od afektowanej sąsiadki z prawej – fuzja uszlachetnionego mydła lanolinowego dla dzieci z ogórkami w typie dramatycznego Sunflower, leczzzzz…
Wiolonczelista – Pan Behawior, sapał i porykiwał oraz trząsł policzkami, jak posokowiec. To drobiazg drobiazg. Gdyż skrzypek…. wyglądał jak stonoga. Już to prostował lewą i podkurczał prawą, za chwilę zmiana: prostował prawą lewą prawą lewą prawą… suwał zelówkami po posadzce, krzyżował nogi i podnosił obie do poziomu, a pantofle miał spiczaste i błyszczące, jak kopyta szatana. I tak też grał. Bardzo bardzo udany wieczór.;br>
jak śni się Quentin Tarantino i moczu oddawanie
to o tym gdzie indziej.
tu natomiast, że te wielkie utytułowane minoderyjne gwiazdy, primadonny, primaboje itd… do weryfikacji – panie – do weryfikacji. co prawda rzeczywistość polityczna nadaje słowu “weryfikacja” zawężone i złowrogie znaczenie, lejmy na to – panowie i panie – lejmy na to. otóż uraczył mnie Garrick Ohlsson grą perfekcyjną, wirtuozerską i pozerską. portki miał z wielkim workiem (po co? na co?), jakby założył tył na przód i to z hipopotama. anyway, naturalnie, że należy mu się szacunek i respekt, jednak… spierniczałe to chyba trochę. jakby to powiedzieć ładnie?
może posiłkując się anegdotą. na warszawskiej socjologii, na pierwszym roku mieliśmy żeśmy zajęcia z klasycznych teorii socjologicznych (kts) z Jego-Zakurzonością-Profesorem-Szackim. naturalnie – jak pokazało życie – prof. Szacki, mimo strupieszałości żegnać się z intelektem nie ma zamiaru, ani w ogóle z władzami umysłowymi, gdyż co jakiś czas wypuszcza z siebie nową publikację. a może nie? nie sledzę Szackiego od jakiegoś czasu. jednakkkkkk!!!!! porzućmy dygresję dygresji i wróćmy do dygresji podstawowej. otóż Szacki na wykłady przynosił plik nad zwyczaj niechlujnych notatek – wydzieranek, zetlałych karteczek, manuskryptów rozsypujących się w proch, drakulskie dokumenty. wykład monotonny, nużący, usypiający. profesorski głos – j.w. na dodatek wyglądał zawsze – i tak o nim mówiliśmy… albo ja mówiłam – jakby był odstawiany po wykładzie do ciemnego składziku na szczotki i zamykany na tydzień. przed wykładem otwierał go jeden z doktorantów, szpryca z heparyny, wykład, składzik.
tak więc kojarzą mi się niektóre utytułowane sławy – aktualnie: Garrick Ohlsson. jako perfekcyjne – bądź, co bądź – nośniki treści. jednak zakurzone i mocno nieświeże – łosoś drugiej świeżości. nie żebym Blechacza, no skądże. tylko Chopina miał opracowanego na tip top. i to koncert, bo - pamiętam dobrze – w pierwszym etapie etiudowo-barkarolowo-walcowo-scherzowym – nie podobał mi się wcale a wcale. raczej bym Anderszewskiego, który – chapeau bas – muzykę w przypisanych jej wartościach czasowych rozkłada na cząstki elementarne i pozwala odkryć w niej, co dotąd zakryte.
no i cały czas trudno mi napisać o wirtuozerii Sinfonii Varsovi pod kierownictwem Jerzego Maksymiuka. grając repertuar klasyczny jest wspaniałą orkiestrą, ale mistrzostwo pokazuje w repertuarze współczesnym. bo to przecież już taki rodzaj muzyki, w której nie da się omamić słuchacza melicznością. a wczoraj państwo muzykostwo popisali się Panufnikiem. to może skorzystam z autościągawki i autocytat z listu do Kocziczy…
wczoraj – filharmonia. co tam panie ten utytułowany, osławiony Garrick Ohlsson, furda, furda. Sinfonia Varsovia za to pod batutą Jerzego Maksymiuka – to jest dopiero coś panie, to dopiero coś jest! jak już skończyły się bisy Ohlssona przed przerwą, w tym ostatni tak strasznie obezwładniający sennie – “Światło księżyca”, zdaje się, Debussy’ego, przedrzemałam przerwy pół, bo drugie pół pożerałam komentarz Panufnika do własnej uwertury z programu. oczy mi się otwarły i pełna nadziei czekałam na drugą część. i to było – panie – to!!! Panufnik jest mistrz, Maksymiuk jest mistrz, Sinfonia Varsovia jest mistrz. ”Uwertura tragiczna” powstała w 1941 r. została unicestwiona w Warszawie. Panufnik zrekonstruował ją, jako pierwszy utwór po wojnie. zadedykował bratu, który zginął w Powstaniu. oparta na motywie 4 dźwięków, który podejmują solowe instrumenty, lub, kiedy solo wiedzie inną linię, motyw odtwarzany jest przez cichnące smyki, itd. majstersztykiem był także kolejny utwór “Nokturn na orkiestrę” – grany tak cicho, tak bardzo cicho, tak kojąco, jakbyś położyła się na trawie, owiewał Cię żeśki wiatr i oglądała konfiguracje chmur, albo jakbyś siedziała na półotwartej na ogród i deszcz werandzie. no mistrzostwo no.
dup dup
kontakty z ludźmi ograniczam, bo już samo patrzenie powoduje drgawki wykurwu: przecież oni oddychają!, a co za tym idzie, wydychają gorące, nieświerze powietrze [sprawdzić, jak się pisze "świerzy"... e querrva mache, pisze się "świeży"], nieświeże, nieświeże powietrze wydalają i na dodatek ogrzane, znaczy: szkodzą mojej! moja doznaje uszczerbku. moja uważa, że gdyby ograniczyć wydalających nieświeże, gorące powietrze, miasto łosroł byłoby piękniejsze. achhh – rozmarzyła się moja – gdyby wszystkich tych wydalających nieświeże, gorące powietrze zapakować w brykiety razem z ich psami, rybkami i dziećmi oraz kanarkami, i gdyby ich podrzucić na piękną, przestronną Syberię…. achhh achhh…
Karol natomiast śni o g-p-f. echhh te noce te noce…
parole parole parole
po., 10 li.
kot włazi pod kanapę w slipingu, wybebeszanie przedziału
klucznica o 6-tej otwiera drzwi w frotowym szlafroku
pachnie kurzem i upalnym zaduchem
wieczorem z bulwaru wygania szerszeń
Gemini, deser powitalny: mrożona kawa, pascha
wto., 11 li.
Star Princess w porcie
śro., 12 li. – czwa. 13. li.
chłodniki
czerwone i różowe prześcieradło z kory
plaża
sinice
pią., 14 li. – nie. 16 li.
3-4 Beauforta
parawan niebieski w boje i latarnie morskie
obiad Dobry Adres, restorante w typie krakowskiej Europejskiej, czy warszawskiego Bliklego - fin de cieclowy. tu, lokalnie, z elementami podróżniczymi: kask kolonialny korkowy, bumerang, mapy, stare fotografie Gdyni z lat 20-30-tych, fotografie gwiazd polskiego kina: Smosarską, Bodo, Dymszą, Ćwiklińską, Żabczyńskim…
Kamienna Góra, koncert, Marny Sopran śpiewa szlagiery operetkowe. ubrany w czerwoną suknię w białe grochy
Gemini, popcorn
martwe rybki wyrzucone na plażę
po 22-giej bulwar, woda w porcie czarna i połyskuje, jak olej (Brian Eno, Dark water). strach strach. by pływać nocą trzeba mieć waleczne serce, albo beczkę grogu.
po., 17 li. – śro., 19 li.
Spot oretyjakietutłumy!!!!!
Gemini, deser pożegnalny
Świętojańska nocą
Minerwa 2 w porcie
expose Jarosława o 11:35 – czas na plażę!
scysja z Pulardą Kaszubską o dzikiego Damiena z Omena gibającego się na drążku nad głową
17-ta wyjazd
tylko dla orłów
- 21, pią., 01:10, tivi kultura – Niepokoje wychowanka Toerlessa
- 22, so., 20:45, alekino – Gandhi
- 23, nie., 14:10, alekino – Seks nocy letniej !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Woody Aaaa….
- 25, wto., 22:50, tivi2 – Purpurowa róża z Kairu!!!!!!!!!!!!! j.w.
- 27, czwa., 22:10, tivi kultura – Walkabout
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
