kwa

Archiwum autora

miałam

Skomentuj »

napisać coś, że Babcia, że coś, no ale nie napiszę! bo, że wczoraj imieninsy Mum, i wcześniejszy Dzień Babci, ale nie. bo boli! bo moje, bo coś tam.

Written by kwadryga

Luty 3, 2011 at 10:33 am

Napisane w Uncategorized

wpis techniczny

Skomentuj »

Pani Gruba okazuje się być znacznie bardziej twarda aniżeli Pan Żul. Mimo oczywistego znojnego wysiłku podczas unoszenia nóg w górę, czy obracania się z leżenia na plecach na bok, przychodzi nadal, zaciska zęby i stara się nie pojękiwać. Szacunek i respekt. Trzymam za babkę kciuki. Natomiast wymiękł Pan Żul, facet w tzw. sile wieku: 35-45, oldskulowe tatuaże, niekompletne zęby, z gadki chamuś cwanuś. Zbudowany poprawnie. A pęka co chwilę, jęczy, stęka i skarży się. Ja nie ćwiczę nigdy, a z tymi ćwiczeniami radzę sobie z palcem w nosie, więc nie wiem, co z tym Panem Żulem. Dziś, po trzech dniach ćwiczeń, czuję jednak lekkie zakwasy między łopatkami oraz tu i ówdzie.

Poprawny obiad z osobiście poszatkowaną czerwoną kapustą i ogórkami kiszonymi, brukselką. Na kolację dwa jaja na twardo i surówka z cykorii z cytryną. I od razu lepiej: kilo lżejsza.

Badam bąble na brzuchu kota. Jeden wyraźnie większy mimo dwóch zastrzyków, które powinny spowodować zmniejszenie. Kiedy przypomnę sobie kota po kastracji, jak strasznie się męczył w zerowej dobie, jak starał się codzić na sztywnych, kołkowatych łapach, jak uporczywie pełzł do kuwety, biedaczysko, z tym potwornie ciążącym łebkiem, jak przewracał się właśnie fikając dramatycznego koziołka przez główkę, więc to wszystko sprawia, że z przerażeniem myślę o nieuchronnej, jak mi się zdaje, kolejnej operacji. Bo ten zwierz to jest skarb.

Myślę o dwóch obrazach Metsu: Czytająca list oraz Piszący list. Najpełniej czytelne w parze. Oto w blasku chłodnego, zimowego słońca młoda, elegancko ubrana kobieta czyta list, który przed chwilą przyniosła jej służąca. Ta w ręce opartej o kubełek trzyma jeszcze kopertę listu. Drugą dłonią unosi kotarę zasłaniającą obraz wzburzonego morza. Taka też jest atmosfera w pokoju. List bez wątpienia jest miłosny i mówi o uczuciach, jakimi Piszący list, młodzieniec olśniewającej urody, darzy Czytającą. Burzliwość uczuć oraz niebezpieczeństwo, jakim jest miłość to właśnie ta morska burza kołysząca i pochłaniająca okręty. Warto zauważyć, że można mieć wątpliwości co do szczerości uczuć młodzieńca: w jego pokoju wisi obraz przedstawiający scenę myśliwską.

Written by kwadryga

Wrzesień 9, 2010 at 6:54 am

Napisane w Uncategorized

roboczy

Skomentuj »

złuszczył mi się lakier na paznokciach. kłuje w oczy biel spod ciemnobordowej emalii. złota myśl: życie takie właśnie jest – nie dość,  że pomalowane niestarannie, to odpryskują kawałki i zawsze blada dupa wylezie na wierzch, choćbyś nie wiem jak bardzo naciągał kołdrę. dziś będę lakierem tym, życiem tym pozłuszczanym epatować m.in. grupę gimnastyczną na rehabilitacji.
zamiast brać się z życiem za bary i dawać mu kopa w dupę, bredzę myślą po niewykorzystanych okazjach i planuję helołin. struganie dyni, irlandzką whisky, zestaw horrorów, pieczenie ciastek. zadowalam się erzatsami. za chwilę Katowice i wszystkie wytłumiane lęki, którym każę się zamknąć i iść precz. zamiast skupiać się na meritum, także i tu znajduję azyle: diamentowy ornament na spodku, włóczenie się preweciarskimi przedmieściami, czy zachwycanie nad tym, że inaczej, niż w Suczym Mieście, są tu co krok piekarnie, warzywniaki i drobne usługi. biedniutkie, ale jednak. epatuję się Jadwiżankami, ich charyzmatem, czyściutkim klasztorem i jabłonkami, które siostra ekonomka sadziła kilkadziesiąt lat temu, albo światłami z witraży w neogotyckim kościele. taki cwaniak, jak ja, potrafi wszędzie i zawsze oddalić od siebie ten bagaż i oddać się quasi-hedonistycznym rozrywkom. zamiast zajmować się bąblami w brzuchu jednego i drugiego przyjaciela. te bąble, ta przyszłość, ta odrzucana przyszłość, te niebezpieczeństwa, ta groza. przyszłość będzie w przyszłości – mówię, i jest to moje życiowe credo dekownika, cwaniaka, który podczepia się pod najbliższy wózek i toczy razem z nim.
oglądam film o siostrach Bronte z przecudowną Isabel Adjani (niech ktoś zastrzeli czas). nieustannie myślę – znów – o zaprzepaszczonych możliwościach.

Written by kwadryga

Wrzesień 8, 2010 at 9:38 am

więc, jak mówię

Skomentuj »

Soul, jest mi smutno i wstyd

piję bom smutny i sam pełen winy

wszystkie te dni… przebiegły, jak szalone. od pierwszego, który oddarł dotychczasowość od wyjątkowości, przez dnie następne. tutaj miało być dużo poważnego tekstu, jednak im więcej czytam, tym większy dystans.

bo i zabawniejsza stała się – a może jestem naiwna – sytuacja PO, której granat rozerwał się w ręku i Prezydent, na którego dezawuowaniu budowano słupki poparcia stał się teraz bohaterem narodowym, na który to piedestał wznieść go musiały te same media, które, jak posłuszne azory, warczały na niego szczute z ukrycia przez liberałów. więc marszałek Komorowski wkraczając na regencję, tłucze zadem całą porcelanę. raz mianując komisarza w Kancelarii Prezydenta, choć nie wszyscy ministrowie zginęli, a przeżył, co warto podkreślić,  zastępca szefa Kancelarii, dwa, obsadzając z galopu urzędy, które nie wymagają tak gwałtownego trybu. zwykły ruch, umacnianie pozycji itd. kategorycznie obstawałam przy opcji, że mon marechal nie ma szans na wybór, lecz, że nie będzie podmianki na Tuska. teraz już nie jestem pewna. zasadniczo zmienić go powinien kontrkandydat prawyborczy, ale prędzej zjem własne majtki, aniżeli PO postawi na Sikorskiego. a trzy, że właśnie Sikorski tak haniebnie zniszczył się starając się podlizać Platformie i opinii, co zasadzało się na usłużnym opluwaniu Kaczyńskiego. gdybym nie była odległa od organizacji, od inicjowania akcji społecznych, zorganizowałabym taką, polegającą na obrzucaniu Sikorskiego złotówami w związku z tą stówą, której się tak nachalnie domagał od Prezydenta. ech, Pikusiu, Pikusiu. takżeś niszczył ten urząd, takżeś poniewierał człowieka, takżeś nisko zstąpił w pomówieniach i drwinach, a nicżeś nie wskórał: samżeś zgłosił się do kandydatury o fotel i pozostałeś z zerwanym powrozem w rękach. dasz sobie z tym człowieku radę? maszże jeszcze sumienie?

jednakże, za mądrym Wildsteinem, “kremówki – tak; encykliki – nie”. bo i nie mam wątpliwości, że nie ostanie się kamień na kamieniu. mimo wiary Mickiewicza, że

Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.

zdaje mi się, że ów ogień, to współcześnie tylko gnilec czułostkowości. tak, Kaczyński, jako durnostojka na regale, pluszak nędznej duszy, marne mizianko. nie ze wszystkim zgadzam się z Bielik-Robson, niemniej do tego właśnie zmierza to zagadywanie na śmierć tej śmierci. zrobimy sobie Kościuszkę, powiesimy na ścianie i siądziemy z czystym sumieniem [mane tekel fares] do śledzenia losów serialowych heroin. heroina jak heroina – odmóżdża i uzależnia.

jest jeszcze qui bono: nurt gazu łupkowego. o czym Tropiciel, ale także Łatynina

i wiele wiele wiele myśli

Written by kwadryga

Kwiecień 19, 2010 at 3:59 pm

Napisane w tanatos

Tagi:

saigoncinnamon2.jpg hosted at ImageShack.us

Skomentuj »

Free Image Hosting at www.ImageShack.us





QuickPost

Quickpost this image to Myspace, Digg, Facebook, and others!

Written by kwadryga

Czerwiec 17, 2009 at 10:40 am

Napisane w Uncategorized

saigoncinnamon.jpg hosted at ImageShack.us

Skomentuj »

Free Image Hosting at www.ImageShack.us





QuickPost

Quickpost this image to Myspace, Digg, Facebook, and others!

Written by kwadryga

Czerwiec 16, 2009 at 9:07 am

Napisane w Uncategorized

lewiatan

Skomentuj »

tak więc pochłonął mnie Wielki Lewiatan Życia. zbudziłam się tak późno. kołacę w rozpaczy o łuki żeber wraz z innymi rozbitkami. niektórzy nadal śnią sen życia. błąkanie, potykanie po omacku, nasze konwulsje bierzemy za życie. pobłyski światła poprzez fiszbiny paszczy – za słońce. towarzyszy mi rozpacz i poczucie przegranej. wszystko to marność i jarmarczny wybryk kuglarza.

——————————————————————————————-

śni się prom. bez zapowiedzi przyjeżdża do mego domu. rozkłada szczotki książki oraz pyta o doktorat. kręcę i wreszcie mówię, że nie. niezadowolony, pełen rezerwy, urażony. potem pojechałam do niego: przemiły, przeuroczy, miękki, ciepły, swojski. pokazuje swoje skarby: autografy, cenne wydania itp., pamiątki, misia z dzieciństwa. tulę misia. miś oldskulowy: mechaty, złachmaniony, płowy. podobny do mojego pierwszego michulca. ma suwak. zdejmuję futro, potem jakiś barchan i pokazuje się korpus pokryty skajem. herbata w ogrodzie – elizjum po prostu.

Written by kwadryga

Sierpień 31, 2007 at 11:27 am

Napisane w Uncategorized

te ciepłe noce

z 22 uwagami

Renaud Capuçon – skrzypce
Andrzej Bauer – wiolonczela
Paul Gulda – fortepian

Fryderyk Chopin: Introdukcja i Polonez C-dur op. 3 na fortepian i wiolonczelę
Robert Schumann: Fantasiestücke na skrzypce, wiolonczelę i fortepian op. 88

Chopin… jak sam pisał w liście do kogoś, skomponował poloneza, jako prezencik dla Czartoryskiego, u którego gościł dni kilka. By Czartoryszczanka miała czym się popisać i tatuś wiolonczelista w duecie mógł grać. Nie znał możliwości wiolonczeli, więc partia instrumentu bardzo ostrożna i niewirtuozerska. No nudy no.
Ale Schuman – panie – Schuman. Solidna, urodziwa, smaczna porcja kameralistyki. Nadto – można powiedzieć – wydarzenie organoleptyczne. I nie mam tu na myśli bodźców węchowych wionących od afektowanej sąsiadki z prawej – fuzja uszlachetnionego mydła lanolinowego dla dzieci z ogórkami w typie dramatycznego Sunflower, leczzzzz…
Wiolonczelista – Pan Behawior, sapał i porykiwał oraz trząsł policzkami, jak posokowiec. To drobiazg drobiazg. Gdyż skrzypek…. wyglądał jak stonoga. Już to prostował lewą i podkurczał prawą, za chwilę zmiana: prostował prawą lewą prawą lewą prawą… suwał zelówkami po posadzce, krzyżował nogi i podnosił obie do poziomu, a pantofle miał spiczaste i błyszczące, jak kopyta szatana. I tak też grał. Bardzo bardzo udany wieczór.;br>

Written by kwadryga

Sierpień 26, 2006 at 9:31 pm

Napisane w baket

jak śni się Quentin Tarantino i moczu oddawanie

z 7 uwagami

to o tym gdzie indziej.

tu natomiast, że te wielkie utytułowane minoderyjne gwiazdy, primadonny, primaboje itd… do weryfikacji – panie – do weryfikacji. co prawda rzeczywistość polityczna nadaje słowu “weryfikacja” zawężone i złowrogie znaczenie, lejmy na to – panowie i panie – lejmy na to. otóż uraczył mnie Garrick Ohlsson grą perfekcyjną, wirtuozerską i pozerską. portki miał z wielkim workiem (po co? na co?), jakby założył tył na przód i to z hipopotama. anyway, naturalnie, że należy mu się szacunek i respekt, jednak… spierniczałe to chyba trochę. jakby to powiedzieć ładnie?

może posiłkując się anegdotą. na warszawskiej socjologii, na pierwszym roku mieliśmy żeśmy zajęcia z klasycznych teorii socjologicznych (kts) z Jego-Zakurzonością-Profesorem-Szackim. naturalnie – jak pokazało życie – prof. Szacki, mimo strupieszałości żegnać się z intelektem nie ma zamiaru, ani w ogóle z władzami umysłowymi, gdyż co jakiś czas wypuszcza z siebie nową publikację. a może nie? nie sledzę Szackiego od jakiegoś czasu. jednakkkkkk!!!!! porzućmy dygresję dygresji i wróćmy do dygresji podstawowej. otóż Szacki na wykłady przynosił plik nad zwyczaj niechlujnych notatek – wydzieranek, zetlałych karteczek, manuskryptów rozsypujących się w proch, drakulskie dokumenty. wykład monotonny, nużący, usypiający. profesorski głos – j.w. na dodatek wyglądał zawsze – i tak o nim mówiliśmy… albo ja mówiłam – jakby był odstawiany po wykładzie do ciemnego składziku na szczotki i zamykany na tydzień. przed wykładem otwierał go jeden z doktorantów, szpryca z heparyny, wykład, składzik.

tak więc kojarzą mi się niektóre utytułowane sławy – aktualnie: Garrick Ohlsson. jako perfekcyjne – bądź, co bądź – nośniki treści. jednak zakurzone i mocno nieświeże – łosoś drugiej świeżości. nie żebym Blechacza, no skądże. tylko Chopina miał opracowanego na tip top. i to koncert, bo -  pamiętam dobrze – w pierwszym etapie etiudowo-barkarolowo-walcowo-scherzowym – nie podobał mi się wcale a wcale. raczej bym Anderszewskiego, który – chapeau bas – muzykę w przypisanych jej wartościach czasowych rozkłada na cząstki elementarne i pozwala odkryć w niej, co dotąd zakryte.

no i cały czas trudno mi napisać o wirtuozerii Sinfonii Varsovi pod kierownictwem Jerzego Maksymiuka. grając repertuar klasyczny jest wspaniałą orkiestrą, ale mistrzostwo pokazuje w repertuarze współczesnym. bo to przecież już taki rodzaj muzyki, w której nie da się omamić słuchacza melicznością. a wczoraj państwo muzykostwo popisali się Panufnikiem. to może skorzystam z autościągawki i autocytat z listu do Kocziczy…

wczoraj – filharmonia. co tam panie ten utytułowany, osławiony Garrick Ohlsson, furda, furda. Sinfonia Varsovia za to pod batutą Jerzego Maksymiuka – to jest dopiero coś panie, to dopiero coś jest! jak już skończyły się bisy Ohlssona przed przerwą, w tym ostatni tak strasznie obezwładniający sennie – “Światło księżyca”, zdaje się, Debussy’ego, przedrzemałam przerwy pół, bo drugie pół pożerałam komentarz Panufnika do własnej uwertury z programu. oczy mi się otwarły i pełna nadziei czekałam na drugą część. i to było – panie – to!!! Panufnik jest mistrz, Maksymiuk jest mistrz, Sinfonia Varsovia jest mistrz. ”Uwertura tragiczna” powstała w 1941 r. została unicestwiona w Warszawie. Panufnik zrekonstruował ją, jako pierwszy utwór po wojnie. zadedykował bratu, który zginął w Powstaniu. oparta na motywie 4 dźwięków, który podejmują solowe instrumenty, lub, kiedy solo wiedzie inną linię, motyw odtwarzany jest przez cichnące smyki, itd. majstersztykiem był także kolejny utwór “Nokturn na orkiestrę” – grany tak cicho, tak bardzo cicho, tak kojąco, jakbyś położyła się na trawie, owiewał Cię żeśki wiatr i oglądała konfiguracje chmur, albo jakbyś siedziała na półotwartej na ogród i deszcz werandzie. no mistrzostwo no.

Written by kwadryga

Sierpień 21, 2006 at 12:06 pm

Napisane w baket

dup dup

z 22 uwagami

kontakty z ludźmi ograniczam, bo już samo patrzenie powoduje drgawki wykurwu: przecież oni oddychają!, a co za tym idzie, wydychają gorące, nieświerze powietrze [sprawdzić, jak się pisze "świerzy"... e querrva mache, pisze się "świeży"], nieświeże, nieświeże powietrze wydalają i na dodatek ogrzane, znaczy: szkodzą mojej! moja doznaje uszczerbku. moja uważa, że gdyby ograniczyć wydalających nieświeże, gorące powietrze, miasto łosroł byłoby piękniejsze. achhh – rozmarzyła się moja – gdyby wszystkich tych wydalających nieświeże, gorące powietrze zapakować w brykiety razem z ich psami, rybkami i dziećmi oraz kanarkami, i gdyby ich podrzucić na piękną, przestronną Syberię…. achhh achhh…

Karol natomiast śni o g-p-f. echhh te noce te noce…

Written by kwadryga

Lipiec 25, 2006 at 8:33 am

parole parole parole

z 10 uwagami

po., 10 li.
kot włazi pod kanapę w slipingu, wybebeszanie przedziału
klucznica o 6-tej otwiera drzwi w frotowym szlafroku
pachnie kurzem i upalnym zaduchem
wieczorem z bulwaru wygania szerszeń
Gemini, deser powitalny: mrożona kawa, pascha

wto., 11 li.
Star Princess w porcie

śro., 12 li. – czwa. 13. li.
chłodniki
czerwone i różowe prześcieradło z kory
plaża
sinice

pią., 14 li. – nie. 16 li.
3-4 Beauforta
parawan niebieski w boje i latarnie morskie
obiad Dobry Adres, restorante w typie krakowskiej Europejskiej, czy warszawskiego Bliklego - fin de cieclowy. tu, lokalnie, z elementami podróżniczymi: kask kolonialny korkowy, bumerang, mapy, stare fotografie Gdyni z lat 20-30-tych, fotografie gwiazd polskiego kina: Smosarską, Bodo, Dymszą, Ćwiklińską, Żabczyńskim…
Kamienna Góra, koncert, Marny Sopran śpiewa szlagiery operetkowe. ubrany w czerwoną suknię w białe grochy
Gemini, popcorn
martwe rybki wyrzucone na plażę
po 22-giej bulwar, woda w porcie czarna i połyskuje, jak olej (Brian Eno, Dark water). strach strach. by pływać nocą trzeba mieć waleczne serce, albo beczkę grogu.

po., 17 li. – śro., 19 li.
Spot oretyjakietutłumy!!!!!
Gemini, deser pożegnalny
Świętojańska nocą
Minerwa 2 w porcie
expose Jarosława o 11:35 – czas na plażę!
scysja z Pulardą Kaszubską o dzikiego Damiena z Omena gibającego się na drążku nad głową
17-ta wyjazd

Written by kwadryga

Lipiec 22, 2006 at 12:10 pm

Napisane w seaside

tylko dla orłów

z 4 uwagami

  • 21, pią., 01:10, tivi kultura – Niepokoje wychowanka Toerlessa
  • 22, so., 20:45, alekino – Gandhi
  • 23, nie., 14:10, alekino – Seks nocy letniej !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Woody Aaaa….
  • 25, wto., 22:50, tivi2 – Purpurowa róża z Kairu!!!!!!!!!!!!! j.w.
  • 27, czwa., 22:10, tivi kultura – Walkabout

Written by kwadryga

Lipiec 21, 2006 at 5:19 pm

Napisane w kinooo

na sisajdzie

z 4 uwagami

Wiatr pow. 4 B[eauforta] wydmuchał na plażę małe rybki. Karol mówi: szprotki. Bo ja wiem? Jakoś tak 7 cm, srebrne. Leżały tak zdechłe rybki między kłębami glonów-jak-pakuły i trąciły. Brzyda było się wśród tego kłaść trochę, ale – jak mawiał pan… jak to jemu było? temu z Mieszczanina szlachcicem? Pan Jourdain!!!! Parafrazując: nie brzydala nie brzydaaaalaaa!!!

I o rybach jeszcze. Że w poniemieckiej torpedowni mieszkają zające morskie (!!!).
Cyclopterus lumpus, in.: tasza. ryba, przedstawiciel rodziny taszowatych (Cyclopteridae), z rzędu skorpenokształtnych (Scorpaeniformes); ciało krępe, silnie wygrzbiecone, dł. do 60 cm (w M. Bałtyckim, formy skarlałe, do 30 cm); skóra naga, ubarwiona szaro, spodem jaśniejsza; ikrą i potomstwem (początkowo przyssanym do ciała ojca) opiekuje się samiec; zamieszkuje strefę przybrzeżną O. Atlantyckiego i przyległych mórz. Za: http://encyklopedia.pwn.pl/74148_1.html

Written by kwadryga

Lipiec 21, 2006 at 11:58 am

Napisane w seaside

Alleny z Kocziczy zrzucone [kej Koczicza?, kej?]

z 9 uwagami

1, 2/ Bananowy czubek, Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o sexie ale boicie się zapytać. Bananowy ledwie pamiętam, ale to – podobno – klasyk. A o Wszystko… mówiłam wczoraj: zespół skeczy. Mój ukochany jest z błaznem i z transwersem, ale obsesje seksualne rabina też są palce lizać; wielki, skaczący cyc kojarzy mi się z opowiadaniem Pierś Philipa Rotha (czitaua Kompleks Portnoya Rotha? <== czarny mit mojego nastolatkostwa!); sex-machine też jest słit słit.
3/ Śpioch – Allen parodiuje sci-fi.
4, 5/ Annie Hall + Manhattan – allenowska superliga.
6/ Sex nocy letniej – Allen czechowowsko uroczy i nostalgiczny. Pełnymi garściami rwie Czechowa (Wujaszek Wania). A sexu, mimo, że wisi w powietrzu, tyle co kot napłakał. Piękny piękny, nad wyraz urodziwy film! Dla mnie też superliga.
7/ Naturalnie Zelig!!!!! Superliga, ekstraklasa. Allen wielokrotnie przetwarza temat człowieka bez właściwości, everyona. Zelig jest jakby typem czystym (wśród jąkałów się jąkam, wśród wielbłądów garbię). W Match Poincie Zelig przetworzony jest w człowieka doskonale pozbawionego skrupułów, zasad. Jedyną zasadą jest kariera. Ale wszystko zaczyna się od Zeliga. Którego sama nie miałam okazji zobaczyć.
8/ Purpurowa róża z Kairu – kolejny pastiż, zabawa formą filmową. Allen cytuje i interpretuje kino nieme.
9/ Hannah i jej siostry. Trudno właściwie mówić, kiedy przy każdym tytule warto postawić wykrzykniki i te głupie superligi, ekstraklasy. Paradoksem jest, że tak wielka wrażliwość nie ma zastosowania w osobistym życiu. U Allena piętnowanie plugawego, dwulicowego życia w Hannie versus quasi-kazirodczy związek we własnej rodzinie… No cóż, o Allenie mogę powiedzieć: kochany potwór. Hannę oglądałam niedawno. Spiorunowała mnie, choć niby taka nostalgiczna, powolna, cicha opowieść bez fajerwerków, nożów w brzuchach itp.
10/ Czechowowski Wrzesień. Bardzo bardzo czechowowski.
11/ Przeurocze i nostalgiczne Złote czasy radia
12/ Nowojorskie opowieści – taki reżyserski składak, bo i Scorsese i Woody Allen i Coppola… Wybuchowa, przecudowna opowieść autotematyczna Allena o nowojorskim żydowskim lekarzu i jego zaborczej matce. Ach cudo cudo cudo. Płakałam ze śmiechu!!! U Allena, jak u Portnoya, stale obecny wątek opresyjnych, pętających, żydowskich rodziców! Tu matka, kiedy indziej ojciec… Kafko-portnoyo-allenowski kompleks.
13/ Cudowne “bergmanowskie” Zbrodnie i wykroczenia!!! z niewygodną już kochanką w tle. Później ten sam wątek w Match Poincie.
14/ Przeurocza kryminalna komedia Tajemnica morderstwa na Manhattanie z Diane Keaton (już po rozstaniu z Mią Farow). Ach, śliczne śliczne śliczne. Byłam w kropce, kiedy znikł korpus delicti.
15/ Jej wysokość Afrodyta!!!!!!! HU huuuuu.
16/ Everyone says I love you. Taaaaaa nooooo… Znów Allen bawi się gatunkiem filmowym: musicalem. I wcale nie ma słabych punktów!
17/ Deconstructing Harry – umierałam ze śmiechu, choć – kurde – dzieło arcypoważne i o kryzysie twórczym… Ale jest i żydowska matka, która odkrywa mroczną przeszłość żydowskiego ojca, który – dowiaduje się matka od sąsiadek, piekarza-czy-rzeźnika – miał we wczesnej młodości związek jakiś patologiczny i zabił swą żonę czy konkubinę, oraz jej dziecko i je zjadł… Jest wielka murzyńska prostytuta w skąpych różowych winylach (o ile pamiętam), która awansuje do roli towarzyszącej bohaterowi udającemu się na przyznanie jakiejś uniwersyteckiej nagrody, damy. Jest porwany syn, rozmowy o Wacławie, odwiedzany w piekle ojciec Billy Cristala… no jest i Billy Cristal, który uczestniczy w żydowskich komicznych z Allenem zapasach na hipochondrię, kryzysy twórcze i krysysy osobowości. Maestria!
18, 19/ Drobne cwaniaczki, Klątwa Skorpiona – kochane burleskowe komedie Allena. Ja szczególnie uwielbiam Klątwę. Ughhhh!!!!
20/ Przejmująca do szpiku kości Melinda i Melinda. Znów kolosalne kino Allena z serii Hannah, Annie Hall…
21/ Match Point, czyli szczególnie głupio spolszczone: Wszystko gra. Znaczy Bel Ami, karierowicz, dorobkiewicz, jak taran posuwający się do przodu, beznamiętnie miażdżący po drodze wszystkie przeszkody, człowiek bez zasad…

Written by kwadryga

Lipiec 21, 2006 at 9:55 am

Napisane w kinooo

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.